W nocy z czwartku na piątek na terenie Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie doszło do incydentu, który szybko wyszedł poza standardowe ramy sprawy o zniszczenie mienia. Wartownicy ochrony uczelni zauważyli wybite okno w budynku, gdzie mieści się dział kadr, a wewnątrz ujęli mężczyznę, który – według wstępnych ustaleń – jest obywatelem jednego z państw Ameryki Południowej, najprawdopodobniej Kolumbii. Zdarzenie natychmiast uruchomiło interwencję policji, Żandarmerii Wojskowej oraz służb specjalnych.
Z informacji przekazywanych przez rzecznika komendanta głównego Żandarmerii Wojskowej ppłk. Dariusza Rozkosza wynika, że zatrzymany mężczyzna najprawdopodobniej znajdował się pod wpływem środków odurzających. Po wybiciu szyby dostał się do jednego z pomieszczeń, gdzie został niezwłocznie obezwładniony przez ochronę. Pracownicy przekazali go policji, która prowadzi czynności w kierunku art. 288 par. 1 kodeksu karnego, dotyczącego zniszczenia mienia. Za taki czyn grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.
Przedstawiciele uczelni oraz źródła cytowane przez media podkreślają, że w wyniku zdarzenia nie stwierdzono kradzieży dokumentów ani innych przedmiotów, a szkody mają charakter materialny i dotyczą głównie uszkodzonej szyby. Mimo to charakter miejsca – wojskowa uczelnia i dział kadr – sprawił, że o włamaniu niezwłocznie powiadomiono Służbę Kontrwywiadu Wojskowego oraz Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Obie formacje mają przeanalizować okoliczności nocnego zdarzenia.
Służby specjalne sprawdzają, czy zatrzymany cudzoziemiec mógł działać na zlecenie obcego wywiadu, choć na obecnym etapie nie ma publicznie dostępnych informacji, które potwierdzałyby takie powiązania. W tle pojawiają się jedynie przypomnienia ubiegłorocznych zatrzymań obywateli Kolumbii na Litwie, podejrzewanych o współpracę z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU. Śledczy w Warszawie koncentrują się na ustaleniu motywów działania mężczyzny oraz odpowiedzi na pytanie, czy był to incydent o podłożu kryminalnym, czy zdarzenie o potencjalnym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa.

La France affronte déjà son troisième épisode de fortes chaleurs depuis le début de l’année, quelques jours seulement après une canicule qualifiée d’historique. Dimanche, sept départements du Sud – l’Ardèche, l’Aude, la Drôme, le Gard, le Vaucluse, l’Hérault et les Pyrénées-Orientales – ont été placés en vigilance orange canicule, avec des températures pouvant avoisiner les 40 °C, notamment en ex-région Languedoc-Roussillon. Météo-France prévoit que les fortes chaleurs gagneront du terrain vers le nord ce lundi 6 juillet 2026 et n’exclut pas d’étendre la vigilance à d’autres territoires.
Si les prévisionnistes soulignent que « les températures sont un cran en dessous » de celles enregistrées lors de la précédente canicule, la nouvelle vague pourrait se prolonger jusqu’au week-end prochain. Les minimales restent élevées sur le pourtour méditerranéen et dans la moyenne vallée du Rhône, souvent comprises entre 21 et 25 °C, avec des pointes à 27 °C localement. Ce troisième épisode survient après une séquence de mai jugée exceptionnelle par sa précocité et une canicule de deux semaines dans la seconde moitié de juin, pendant laquelle les températures moyennes ont atteint des niveaux records et entraîné de graves conséquences sanitaires.
La répétition des fortes chaleurs s’accompagne d’un risque d’incendie particulièrement élevé dans les régions méditerranéennes. Météo-France met en garde contre des vents parfois forts susceptibles de favoriser la propagation des feux et classe sept départements du Sud en « risque très élevé » dans son bulletin dédié à la météo des forêts. Dans les Pyrénées-Orientales, un incendie déclenché samedi soir dans un massif difficile d’accès à Trévillach a parcouru près de 1 000 hectares. Selon la préfecture, le feu « n’est plus en propagation libre » mais reste sous surveillance. Dans la Drôme, un incendie de forêt qui brûle depuis trois jours dans une zone montagneuse inhabitée a plus que doublé de superficie dans la nuit, mobilisant plus de 300 pompiers qui tentent d’en ralentir la progression jugée « défavorable ».
Au-delà de la gestion d’urgence, la nouvelle offensive du thermomètre ravive un débat politique déjà vif sur la manière d’adapter le pays à des canicules appelées à devenir plus fréquentes et plus intenses. La question de la climatisation s’est imposée comme un symbole des divergences de stratégie. Lors de l’épisode de juin, la ministre de la Transition écologique, Monique Barbut, s’est opposée à l’idée de déployer « la clim partout » comme réponse à l’adaptation au changement climatique, tandis que le Rassemblement national défendait un « plan clim » chiffré à 40 milliards d’euros.
Dimanche, le chercheur François Gemenne, coauteur de rapports du GIEC, est venu bousculer le débat en prenant clairement position en faveur d’un recours accru à la climatisation. « Je ne comprends pas les gens (...) qui s’obstinent à refuser la climatisation. Ça veut dire qu’ils acceptent de transformer les canicules en tract électoral pour le RN », a-t-il déclaré sur France Info, visant explicitement la ministre de la Transition écologique. Sur fond de vigilance orange, de forêts en flammes et de mortalité en hausse lors des précédents épisodes, la France se retrouve ainsi à arbitrer entre impératifs sanitaires immédiats, maîtrise de la demande énergétique et stratégie de long terme face à des étés de plus en plus extrêmes.